-

tak, chwycilo mnie to za serce. a oczy napelnily sie lzami ze wzruszenia.
prezent od bruna na dzien mamy -

laurka

patati patata

zaraz beda trzy lata a ja nadal czuje sie niedookreslona. tak, juz jest lepiej, wiec moze to tylko kwestia moich klopotow z cierpliwoscia -

wyjezdzajac z polski postawilam sie w sytuacji, ktora stanowi znak rownosci dla swego rodzaju regresu i pytan odnosnie siebie samej, stawianych w zupelnie swiezym, nieznanym mi dotad swietle. w zadnych innych warunkach nie mialabym okazji zweryfikowac tak szczerze i doglebnie tego kim jestem, jak widza mnie inni, czy mnie lubia i cenia, czy raczej niezauwazaja lub daza niechecia. bedac w swom kraju tak zawziecie ciagniemy przeciez za soba ogon wieloletnich znajomych (blizszych i dalszych), ze ich obecnosc staje rownie oczywista co mycie zebow kazdego ranka. oni po prostu sa. nie jestesmy wiec zmuszeni ani do sprzedawania sie innym, ani do szczegolnie troskliwego pielegnowania tych znajomosci. raz blizej, raz dalej, falami, jesli nie ci to pojawia sie przeciez nastepni. sami przed soba mozemy tak latwo czuc sie nieskazitelni, silni, niezalezni; mamy przeciez ogromne zaplecze wsparcia, skladajace sie z dzwoniacych mam z pytaniem czy wszystko ok, przyjaciolek, z ktorymi zawsze mozna wypijac kolejne litry win i herbat, kolegow, ktorych perspektywy sa zazwyczaj cudownie odwrotne od naszych. znajomych od imprez, kolezanki od wspolnych zakupow i wyjsc do kina, przyjaciol od nocnych rozmow, w ktorych ramionach zawrzec mozemy wszystko to, czego uniesc sami nie jestesmy w stanie. ojcow, ktorych sama obecnosc bywa zupelnie wystarczajaca i ogromna sila czy dziadkow, z ktorymi powspominac mozna, podpierajac sie rodzinnymi albumami, niejedna poruszajaca czy zabawna chwile.
ja w swojej codziennosci nie mam z tego nic. moznaby rzecz, ze jestem wiec od tego wolna. czyste, lekkie, niesplatane mysli, nieutkniete w przeszlosci, relacje niezawirowane mieszanka obecnych i wczesniejszych wiezi. wychodzi tez na to, ze w ogromnym stopniu jestem niezalezna, a moja sila opiera sie tylko na tym, co sama wypracuje. i choc samotnosc zaczelam doceniac, lubic nawet, wybierac zamiast przypadkowych spotkan z przypadkowymi ludzmi, to miewam takie chwile, ze kompletnie nie wiem kim jestem, kiedy czuje sie druzgocaco bezdomna, niezakorzeniona i pomiedzy. jakbym utknela w korytarzu miedzy jednymi a drugimi drzwiami, nie wiedzac co kazdy z pokoi ma mi do zaoferowania. przeszlosc daje poczucie ciaglosci, stwarza ogromne poczucie bezpieczenstwa, czesto tez stanowi fajne zrodlo wiedzy na temat wlasnych zasobow. moja przeszlosc nijak sie nie ma do mojej terazniejszosci, zmienilo sie wszystko wiec nie mam sie do czego odnosic.

ale wiem, ze jestem pelna. czuje gdzies ta nieskonczona elastycznosc wlasnych mozliwosci, choc nie mam poki co najmniejszego pojecia czego one dotycza.
przybywa mi zmarszczek wokol oczu a skora na rekach wiotczeje.
maly bruno pozwala sobie na coraz to bardziej niezalezne proby i doswiadczenia, co czyni mnie szalenie szczesliwa i dumna.
wzruszam sie na glupawych filmach, co mimo wszystko jest dla mnie fajnym dowodem kontaktu z wlasnymi emocjami.
i kolejny raz zaczynam nas pakowac, zupelnie nie mogac wiedziec co zdarzy sie w ciagu nastepnych trzech lat -

clara de decker

DSC_2214-2net

DSC_2261-2-1net